Koncert muzyki współczesnej, 27.01.2014

­

2014-01-27 Muzyka wspolczesna

­27 stycznia 2014 roku, w Auli Poznańskiej Ogólnokształcącej Szkoy Muzycznej I st. nr 2 w Poznaniu, odbyło się kolejne spotkanie z żywą muzyką. Tym razem był to koncert muzyki współczesnej. W wykonaniu światowej sławy wykonawców, Ewy Guzowskiej (altówka) i Marii Koszewskiej-Wajdzik (fortepian), usłyszeliśmy „Sonatę na altówkę i fortepian” Jarosława Papaja oraz „Pieśni Rycerskie op. 56” Witolda Friemanna. Od samego początku byłem przekonany, że koncert ten będzie należał do trudnych w odbiorze. Należąc do osób dociekliwych, próbowałem znaleźć we wszechwiedzącym Internecie jakiekolwiek informacje na temat poszczególnych utworów. Niestety, poza kilkoma wzmiankami, niewiele się dowiedziałem. Nie znalazłem też żadnych nagranych wykonań – okazało się, że pod tym względem zasoby Internetu są bardzo ubogie. Ustaliłem jednak, że „Sonata na altówkę i fortepian” jest utworem bardzo młodym, skomponowanym przez Jarosława Papaja w roku 2012. Składa się on z trzech części. Każda z nich pozwala zaprezentować szerokie możliwości obu instrumentów, zwłaszcza altówki. Wykorzystuje dużą rozpiętość zastosowanych środków – nowoczesne efekty brzmieniowe, tradycyjną harmonię czy śpiewne przebiegi melodii. „Pieśni rycerskie op. 56” zostały skomponowane w latach 1930-1931 przez Witolda Friemanna. Składają się z czterech pieśni: Pieśń o tęsknocie, Pieśń o miłości, Pieśń o wojnie i Pieśń o śmierci. Należą one do najpiękniejszych utworów napisanych na altówkę. Pieśń o tęsknocie i Pieśń o miłości są spokojnymi, pełnymi liryzmu utworami. Poprzez wysokie rejestry, zagęszczenie wibracji i gradację napięcia, kompozytor odkrywa przed nami skalę i możliwości altówki. Kolejne pieśni wykorzystują przede wszystkim niskie rejestry, a sposób wydobywania i kształtowania dźwięku buduje ich niepowtarzalny charakter i nastrój.

Pisząc powyższe opisy dzieł do ulotki, która była rozdawana przed koncertem, sam zacząłem się zastanawiać nad tym, dlaczego akurat takie utwory i tacy kompozytorzy zostali wybrani? Moglibyśmy przecież zaproponować coś bardziej znanego, np. dzieła Mozarta, Vivaldiego, Ravela czy Straussa. Zadałem sobie jednak pytanie – od kiedy znam utwory tych wielkich kompozytorów? Odpowiedź jest prosta – od pierwszego koncertu, na którym byłem. Było to chyba w 1977, a może 1978 roku, kiedy po raz pierwszy poszedłem na koncert do Auli UAM w ramach Pro Sinfoniki. Usłyszałem wtedy słynne Bolero Maurycego Ravela, którego bardzo rozpoznawalne rytm i melodia prześladują mnie do dzisiaj. Państwa również, prawda? Skoro więc kiedyś po raz pierwszy usłyszałem Bolero, które bardzo mi się spodobało, może warto po raz pierwszy usłyszeć coś, co jest mało znane – przynajmniej według „wujka Google” i „cioci Wikipedii”. Postanowiłem więc – pomimo wielu zajęć i obowiązków – pojawić się na koncercie. W jego specyfikę zostaliśmy wprowadzeni przez dyrektora szkoły, pana Jacka Fokta. W krótkich słowach przedstawił nam sylwetki kompozytorów i wykonawców oraz zachęcił nas wszystkich do otwarcia się na nowe i nieznane kompozycje, które będą wykonane przez wirtuozów altówki i fortepianu.

Recital rozpoczął się mini koncertem w wykonaniu uczniów naszej szkoły. Przy akompaniamencie nauczycieli, dzieci zagrały z pełnym zaangażowaniem i radością cztery utwory. Zostaliśmy wprowadzeni w nastrój muzyki klasycznej – lekkiej i przyjemnej. Po występie dzieci, na scenie pojawiły się zaproszone artystki. Najpierw usłyszeliśmy dzieło Jarosława Papaja. Pierwsze dźwięki, które do nas dotarły, to nieśmiałe pociągnięcia smyczkiem i uderzenia w klawisze fortepianu. Następnie usłyszeliśmy bardzo dynamiczne i wręcz ostre dźwięki. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to skojarzenie z Krzysztofem Pendereckim, którego muzyka w żaden sposób do mnie nie trafia. To było pierwsze wrażenie. Później, dochodzące do mnie dźwięki, zaczęły przemawiać. Zacząłem uważnie wsłuchiwać się i szukać linii melodycznej, nowego brzmienia. Próbowałem wczuć się w kompozytora, który poprzez swoje dzieło chciał nam zapewne coś bardzo konkretnego przekazać. Niestety, nie udało mi się – ten złożony z trzech części, bardzo dojrzały i wymagający dużej uwagi utwór, skończył się bardzo szybko. Aby zrozumieć przekaz kompozytora, należy moim zdaniem wysłuchać dzieło jeszcze raz – ale i tak nie wiem, czy to wystarczy. Myślę, że za każdym razem słuchacz będzie mógł odkryć coś zupełnie innego i niepowtarzalnego… I to jest wielkość muzyki – jest nieprzewidywalna. Szkoda, że nie wszyscy mogli wysłuchać mistrzowskiego wykonania utworu, który został skomponowany dla altowiolistki, pani Ewy Guzowskiej. Drugi utwór, składający się z czterech przepięknych części, był kwintesencją możliwości altówki i cudownego brzmienia fortepianu. Idealne zgranie, wachlowanie nastrojem i poziomem napięcia spowodowały, że „Pieśni rycerskie op. 56” słuchałem z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem. Każda część utworu była dobrze identyfikowalna i dotyczyła różnych stanów emocjonalnych – doskonale wiedziałem, kiedy artystki grały Pieśń o miłości czy Pieśń o wojnie. Przeniesienie wojny i śmierci, miłości i tęsknoty na dźwięki płynące z altówki i fortepianu, stworzyło coś niepowtarzalnego i nietypowego. Tego chciało się po prostu słuchać! Jedyne czego możemy żałować, to tego, że było nas tak mało.

Pierwszy raz w życiu, miałem okazję posłuchać altówki w roli głównej. Zawsze była ona w cieniu skrzypiec, zawsze stanowiła tylko tło – rozpoznawałem ją np. w walcach Straussa po charakterystycznych dźwiękach, ale nigdy w roli „pierwszych skrzypiec”. Dzięki pani Ewie Guzowskiej, miałem wielką przyjemność docenić subtelne i jednocześnie bardzo wyraźne brzmienie tego instrumentu. Połączenie altówki z fortepianem, jego skalą i możliwościami zaprezentowanymi przez panią Marię Koszewską-Wajdzik, stanowiło idealny duet, którego można byłoby słuchać dalej… Niestety, wszystko co piękne, kiedyś się kończy. Pozostały tylko wspomnienia i nadzieja, że będzie jeszcze okazja do tego, abym mógł posłuchać tych, a może i innych, utworów skomponowanych na altówkę i fortepian. Przy tej okazji chciałbym zachęcić wszystkich do poznawania tego, co nieznane i co wydaje się trudne. Być może tak, jak w przypadku „Bolero” Maurycego Ravela, „Pieśni rycerskie op. 56” czy „Sonata na altówkę i fortepian” będą nas prześladować i często będziemy do nich wracać. Zapraszam więc na kolejne koncerty, które w ramach działalności Towarzystwa im. Tadeusza Szeligowskiego w Poznaniu będą organizowane. Najbliższy odbędzie się już 24 lutego 2014 roku o godz. 1800 w auli naszej szkoły. Usłyszymy „Sonaty na skrzypce i fortepian” Wolfganga Amadeusza Mozarta i Ludwiga van Beethovena.

Zapraszam serdecznie.

Piotr Jaszczak
Towarzystwo im. Tadeusza Szeligowskiego w Poznaniu

­

­-wróć-